15. 07. 15
Odsłony: 1272
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Urodziłem się w Wieluniu - kiedyś małym, rolniczym miasteczku.
Autentyczność moich fotografii wywodzi się z dzieciństwa, emocji i zabaw związanych z sezonowymi pracami rolniczymi wokół mojego domu, które dzisiaj nazywam scenami romantycznymi. Te romantyczne nastroje wysysa się z mlekiem matki, z książek, z rozmów w domu i zachowuje w pamięci jako „małe ojczyzny".
Czasem wydaje mi się, że w obecnym świecie nie ma już typu wrażliwości estetycznej, jaką w XIX i początkach XX wieku przedstawiali polscy malarze romantyczni.
Właśnie dlatego w moich fotografiach przedstawiam wieś romantyczną, wieś utraconą. Moje fotografie są transformacją wynikającą z przeżyć, przemyśleń i emocji, a światło, cień, kolor i sposób widzenia są zasadniczymi elementami tej fotografii.
Cień - używam go do uwypuklenia bryły. Ten renesansowy sposób widzenia polega na plastycznym oświetleniu.
Kolor - w moich fotografiach stosuję przygaszoną i stłumioną kolorystykę.
Akomodacyjny sposób widzenia - wykorzystuję, by ostro i wyraźnie zaznaczyć ten plan, na który chcę nastawić oko oglądającego, a wszystko inne w obrazie uważam za peryferyjne.
Wydobywając różnicę między tym co widzę a tym co czuję, przedstawiam moje doznania, bowiem ukazywanie podobieństwa i kopiowanie natury uważam za profanację sztuki.
Do dzisiaj pozostało we mnie coś z tych „małych ojczyzn", a może w mojej fotografii także.

Waldemar Grzelak
Maj 2015 r.

15. 01. 15
Odsłony: 1230
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Zawsze fotografowałem morze, a cykl fotografii, który składa się na moją wystawę, powstawał od 2010 r.
Jak zawsze w moich obrazach zachowuję realizm, ale nie traktuje fotografii jak gotowego, pięknie podanego fragmentu natury, lecz traktuję ją jak płaszczyznę, na której przedstawiam wizję bardzo osobistą. Zależy mi na zamknięciu w kadrze nie tego co widziałem, lecz tego, co zapamiętałem, czyli wrażenia, i tej łatwości w dostrzeganiu i odczytywaniu tego, co zdominuje odbiór dzieła. Chciałbym, by wyprawa w świat mojej fotografii wzbogacała o moje przeżycia i przywoływała własne wspomnienia.
Jestem daleki od rywalizacji z inżynierami fotografii w uzyskiwaniu jeszcze bardziej precyzyjnych, bardziej kolorowych i piękniejszych światów od tych w rzeczywistości.
Ten mój sposób fotografowania jakby z pamięci sprawia, że nie wiem czy w kadrze jest więcej realizmu czy prawdy o mnie.

Waldemar Grzelak
Styczeń 2015 r.

14. 07. 30
Odsłony: 1463

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Oto jest pytanie, ale pytanie to nigdy nie było moim dylematem, gdyż estetyka, czyli piękno odbierane przez zmysły, zawsze poruszała mnie, tak jak każdego wrażliwego człowieka. Termin ten, z greckiego znaczący odczuwanie piękna, silnie wiąże się ze sztuką. Związek pomiędzy fotografią i sztuką był oczywisty prawie zawsze, bo już po kilkudziesięciu latach od wynalezienia fotografii zaczęto szukać sposobów na fotograficzne wyrażenie piękna.
Dążenie do malarskości i upodobnienia fotografii do malarstwa rozwijało się nie bez oporów i trudności.
Znany francuski przedstawiciel romantyzmu malarz Eugene Delacroix zarzucał fotografii rejestrację nadmiaru szczegółów, uważał to za ułomność wynikającą z doskonałości fotografii. Oczekiwał od fotografii możliwości selekcji i pomijania niechcianych detali.
Już po około 50 latach istnienia fotografii, w 1890 r., powstał w Wiedniu jeden z pierwszych klubów piktorialistów - "Camera Club" skupiający wyznawców efektów malarskich w fotografii.
Najsłynniejszy w początkach XX w. francuski fotograf Robert Demach uważał, że posiadanie umiejętności indywidualnego wypowiadania się powinno być dla piktorialisty celem nadrzędnym. Ten francuski artysta twierdził, że istota dzieła sztuki nie leży w motywie, a w sposobie ukazania go.
Według mnie ta myśl nie zdewaluowała się, gdyż osiągnięcie własnego, indywidualnego, rozpoznawalnego stylu, wyróżnia nie tylko fotografa, ale przede wszystkim jego dzieło.
Obecnie wpływu fotografa na końcowy wizerunek obrazu nikt nie kwestionuje. Nie można więc zarzucić fotografii, że jest nieuległa myślom i zamierzeniom artysty.
To wieloletnie dążenie do utożsamiania fotografii ze sztuka wyłoniło artystów subiektywnie przedstawiających świat, świat jak gdyby malowany z pamięci. Piktorialny rodzaj fotografii stawiał sobie za cel przede wszystkim efekty estetyczne i emocjonalne. Piktorialiści upodobniali swoje fotografie do malarstwa stosując różne zabiegi zwane później technikami szlachetnymi i uzyskiwali efekty malarskiej akwareli, akwaforty, gwaszu czy rysunku węglem. Techniki te umożliwiały wybiórcze traktowanie fragmentów fotografii poprzez usuwanie ich lub domalowywanie.
Obecnie uważa się, że piktorializm to staromodny i sentymentalny sposób fotografowania.
Zatem, czy moje fotografie są staromodne i piktorialne?
To jest następne pytanie, na które każdy może sobie odpowiedzieć, jeżeli potrafi.
Ja nie mam wątpliwości co do tego, czy malować fotografią, ale nie wiem, czy moje fotografie można nazwać piktorialnymi, bowiem one nie udają malarstwa i nie mogą być porównywane z żadną techniką szlachetną (malarską), chociaż są kojarzone z obrazami.
Moje obrazy rozmijając się z autentyzmem zachowują realizm, są wrażeniem, jakie zapamiętuję i wynoszę ze spotkań z naturą.

Może dlatego krajobraz uważany jest za uniwersalny środek wypowiedzi, ale to na pewno nie jedyny temat ulubiony przez piktorialistów. Należy przywołać także inne, np. martwe natury, architekturę czy portret - że wyróżnię piękny, miękki autoportret Alfreda Steglitza stylizowany na malarza z malarską paletą.
Polski przedstawiciel piktorializmu Tadeusz Wański nazwał jedną ze swoich prac „Pejzaż polski". Uderzyło mnie, że tytuł ten mógłby być kluczem do wielu scen krajobrazowych w Polsce i pomyślałem o całej „Kieleckiej szkole fotografii" oraz o scenach z matecznika w „Panu Tadeuszu" Adama Mickiewicza.
Kiedyś nie wypadało nie znać jakiegoś fragmentu z tej narodowej epopei, a ja do dzisiaj jestem pod urokiem opisów przyrody, pól, nieba i matecznika. Matecznik stał się zatem moim kluczem do ulubionego przeze mnie cyklu nazwanego „Obrazy malowane fotografią". Tworząc wspomniany cykl fotografii użyłem takiej formy wyrazu, bym mógł ukazać porę dnia, roku, zjawisk atmosferycznych, ciszę, spokój, wilgoć, barwę, a nawet jej brak. Szukałem zapamiętanych wrażeń z matecznika i łącząc je z realiami na planie zdjęciowym pragnąłem stworzyć nastrój tkwiący w naturze i we mnie.
Wydaje mi się, że świadome naśladowanie stylu malarskiego w mojej fotografii można nazwać pastiszem i może ono być powodem nazwania mnie epigonem przeżywającego się gatunku, lecz chyba nie piktorialistą.
Jeżeli w moich fotografiach dominuje malarskość i zapamiętany klimat wspomnień, to oznacza, że moje obrazy są malowane fotografią.

Maj 2014 r.

14. 06. 14
Odsłony: 1547

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Zderzenie dwóch rodzajów odczuwania estetyki z reguły budzi kontrowersje i jest płaszczyzną zmagań różnych osobowości. Z czasem następuje krzepnięcie przyjętych postaw i wytaczanie bardziej radykalnych argumentów, a dotyczy to nie tylko fotografii, ale też innych dziedzin sztuki.
Przykładem niech będzie oburzenie pewnego miłośnika muzyki jazzowej, który na twierdzenie, że jazz jest muzyką prymitywną, odpowiedział: "jeżeli chcę posłuchać muzyki prymitywnej, to słucham Mozarta, bo nie ma tam prawie wcale wariacji rytmicznej, jest niezmiennie 1, 2, 3, 4, nie ma rytmiki krzyżowej ani polirytmii. Instrumenty wydają czyste dziewicze dźwięki, nie ma wariacji brzmieniowej jak w jazzie, szorstkości, nie ma zabawy dźwiękiem. U Mozarta tego nie ma".
Uderzyła mnie wówczas pewna analogia między muzyką Mozarta i czystą fotografią, a muzyką jazzową i fotografią piktorialną.
Otóż w czystej fotografii także nie ma wielu środków wyrazu, którymi dysponuje piktorializm.
W czystej fotografii nie ma prawie wcale fabuły, narracji i treści, nie ma zabawy kolorem i plastyką. Czysta fotografia tego nie ma, jest rzeczywiście czysta, ascetyczna, bo nie ma niedopowiedzeń i improwizacji. Jest wyraźna i ostra, a głębię ostrości wykorzystuje do tworzenia przestrzeni. Wszystko to sprawia, że czysta fotografia ma ograniczoną formę.
Ta charakterystyka przemawia do mnie, gdyż ja w fotografii lubię to, co ulotne, co dostrzegam jednym rzutem oka i pokazuję, by ktoś oglądający zobaczył to, co ja odczułem i dostrzegłem, czyli moje wrażenie, iluzję.
Fotografia czysta nie pokazuje iluzji, pokazuje obraz bardziej prawdziwy, niż można to ogarnąć jednym spojrzeniem, pokazuje to, co się wie, a nie to, co się widzi.
Uznałem zatem, że czysta fotografia to fotograficzny Mozart, a moje fotografie to trochę jazz.

Czerwiec 2014

14. 03. 26
Odsłony: 1449

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Rozważania na temat fotografii w kontekście teorii estetycznych i artystycznych

Estetyka, sztuka, artyzm, piękno to konglomerat pojęć i definicji, ale wszystkie one są zgodne ze znaczeniem, jakie sztuce nadał wiek XIX (zwłaszcza Romantyzm) uznając działalność artystyczną za twórczość umysłową.
Dopóki rozpatrujemy piękno w sferze tworzenia, estetycy są zgodni, że z pięknem wiąże się doznanie duchowe. Doznaniem duchowym jest także brzydota, ból, krzywda, smutek, chociaż nie należą one do odczuć pięknych takich jak np. zachód słońca. Piękna fotografia lub obraz, które angażują naszą wyobraźnię i bez wątpienia są dla nas doznaniem duchowym, nie zawsze są dziełami artystycznymi. Ani piękno, ani estetyka nie są bowiem synonimami sztuki i artyzmu. Fotografie, obrazy, które zachowały autentyzm, niezależnie czy piękne, czy brzydkie nie będą miały znamion artystycznych i nie będą sztuką.
Właśnie dlatego artysta odstępuje od prawdziwego przedstawiania natury, dlatego ją deformuje. Sztuka bowiem zaczyna się wówczas, gdy kończy się kopiowanie tego, co widzimy, a szczególnie widzenia już wcześniej stosowanego.
Dzieło sztuki musi być transformacją i wynikać z przeżyć, przemyśleń, emocji i być wrażeniem artysty. Jest także oczywiste, że artysta tworzy swoje dzieło zgodnie z zasadami sztuki jednak dowolność w wyrażaniu i tworzeniu dzieła często powoduje odstępstwa od kompozycji i innych zasad. Myślę, że jest to nie tylko dopuszczalne, ale też normalne, pod warunkiem, że da się to uzasadnić.