Czysta fotografia jak Mozart

14. 06. 14
Odsłony: 1677

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Zderzenie dwóch rodzajów odczuwania estetyki z reguły budzi kontrowersje i jest płaszczyzną zmagań różnych osobowości. Z czasem następuje krzepnięcie przyjętych postaw i wytaczanie bardziej radykalnych argumentów, a dotyczy to nie tylko fotografii, ale też innych dziedzin sztuki.
Przykładem niech będzie oburzenie pewnego miłośnika muzyki jazzowej, który na twierdzenie, że jazz jest muzyką prymitywną, odpowiedział: "jeżeli chcę posłuchać muzyki prymitywnej, to słucham Mozarta, bo nie ma tam prawie wcale wariacji rytmicznej, jest niezmiennie 1, 2, 3, 4, nie ma rytmiki krzyżowej ani polirytmii. Instrumenty wydają czyste dziewicze dźwięki, nie ma wariacji brzmieniowej jak w jazzie, szorstkości, nie ma zabawy dźwiękiem. U Mozarta tego nie ma".
Uderzyła mnie wówczas pewna analogia między muzyką Mozarta i czystą fotografią, a muzyką jazzową i fotografią piktorialną.
Otóż w czystej fotografii także nie ma wielu środków wyrazu, którymi dysponuje piktorializm.
W czystej fotografii nie ma prawie wcale fabuły, narracji i treści, nie ma zabawy kolorem i plastyką. Czysta fotografia tego nie ma, jest rzeczywiście czysta, ascetyczna, bo nie ma niedopowiedzeń i improwizacji. Jest wyraźna i ostra, a głębię ostrości wykorzystuje do tworzenia przestrzeni. Wszystko to sprawia, że czysta fotografia ma ograniczoną formę.
Ta charakterystyka przemawia do mnie, gdyż ja w fotografii lubię to, co ulotne, co dostrzegam jednym rzutem oka i pokazuję, by ktoś oglądający zobaczył to, co ja odczułem i dostrzegłem, czyli moje wrażenie, iluzję.
Fotografia czysta nie pokazuje iluzji, pokazuje obraz bardziej prawdziwy, niż można to ogarnąć jednym spojrzeniem, pokazuje to, co się wie, a nie to, co się widzi.
Uznałem zatem, że czysta fotografia to fotograficzny Mozart, a moje fotografie to trochę jazz.

Czerwiec 2014