Fotografować czy malować

14. 07. 30
Odsłony: 1596

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Oto jest pytanie, ale pytanie to nigdy nie było moim dylematem, gdyż estetyka, czyli piękno odbierane przez zmysły, zawsze poruszała mnie, tak jak każdego wrażliwego człowieka. Termin ten, z greckiego znaczący odczuwanie piękna, silnie wiąże się ze sztuką. Związek pomiędzy fotografią i sztuką był oczywisty prawie zawsze, bo już po kilkudziesięciu latach od wynalezienia fotografii zaczęto szukać sposobów na fotograficzne wyrażenie piękna.
Dążenie do malarskości i upodobnienia fotografii do malarstwa rozwijało się nie bez oporów i trudności.
Znany francuski przedstawiciel romantyzmu malarz Eugene Delacroix zarzucał fotografii rejestrację nadmiaru szczegółów, uważał to za ułomność wynikającą z doskonałości fotografii. Oczekiwał od fotografii możliwości selekcji i pomijania niechcianych detali.
Już po około 50 latach istnienia fotografii, w 1890 r., powstał w Wiedniu jeden z pierwszych klubów piktorialistów - "Camera Club" skupiający wyznawców efektów malarskich w fotografii.
Najsłynniejszy w początkach XX w. francuski fotograf Robert Demach uważał, że posiadanie umiejętności indywidualnego wypowiadania się powinno być dla piktorialisty celem nadrzędnym. Ten francuski artysta twierdził, że istota dzieła sztuki nie leży w motywie, a w sposobie ukazania go.
Według mnie ta myśl nie zdewaluowała się, gdyż osiągnięcie własnego, indywidualnego, rozpoznawalnego stylu, wyróżnia nie tylko fotografa, ale przede wszystkim jego dzieło.
Obecnie wpływu fotografa na końcowy wizerunek obrazu nikt nie kwestionuje. Nie można więc zarzucić fotografii, że jest nieuległa myślom i zamierzeniom artysty.
To wieloletnie dążenie do utożsamiania fotografii ze sztuka wyłoniło artystów subiektywnie przedstawiających świat, świat jak gdyby malowany z pamięci. Piktorialny rodzaj fotografii stawiał sobie za cel przede wszystkim efekty estetyczne i emocjonalne. Piktorialiści upodobniali swoje fotografie do malarstwa stosując różne zabiegi zwane później technikami szlachetnymi i uzyskiwali efekty malarskiej akwareli, akwaforty, gwaszu czy rysunku węglem. Techniki te umożliwiały wybiórcze traktowanie fragmentów fotografii poprzez usuwanie ich lub domalowywanie.
Obecnie uważa się, że piktorializm to staromodny i sentymentalny sposób fotografowania.
Zatem, czy moje fotografie są staromodne i piktorialne?
To jest następne pytanie, na które każdy może sobie odpowiedzieć, jeżeli potrafi.
Ja nie mam wątpliwości co do tego, czy malować fotografią, ale nie wiem, czy moje fotografie można nazwać piktorialnymi, bowiem one nie udają malarstwa i nie mogą być porównywane z żadną techniką szlachetną (malarską), chociaż są kojarzone z obrazami.
Moje obrazy rozmijając się z autentyzmem zachowują realizm, są wrażeniem, jakie zapamiętuję i wynoszę ze spotkań z naturą.

Może dlatego krajobraz uważany jest za uniwersalny środek wypowiedzi, ale to na pewno nie jedyny temat ulubiony przez piktorialistów. Należy przywołać także inne, np. martwe natury, architekturę czy portret - że wyróżnię piękny, miękki autoportret Alfreda Steglitza stylizowany na malarza z malarską paletą.
Polski przedstawiciel piktorializmu Tadeusz Wański nazwał jedną ze swoich prac „Pejzaż polski". Uderzyło mnie, że tytuł ten mógłby być kluczem do wielu scen krajobrazowych w Polsce i pomyślałem o całej „Kieleckiej szkole fotografii" oraz o scenach z matecznika w „Panu Tadeuszu" Adama Mickiewicza.
Kiedyś nie wypadało nie znać jakiegoś fragmentu z tej narodowej epopei, a ja do dzisiaj jestem pod urokiem opisów przyrody, pól, nieba i matecznika. Matecznik stał się zatem moim kluczem do ulubionego przeze mnie cyklu nazwanego „Obrazy malowane fotografią". Tworząc wspomniany cykl fotografii użyłem takiej formy wyrazu, bym mógł ukazać porę dnia, roku, zjawisk atmosferycznych, ciszę, spokój, wilgoć, barwę, a nawet jej brak. Szukałem zapamiętanych wrażeń z matecznika i łącząc je z realiami na planie zdjęciowym pragnąłem stworzyć nastrój tkwiący w naturze i we mnie.
Wydaje mi się, że świadome naśladowanie stylu malarskiego w mojej fotografii można nazwać pastiszem i może ono być powodem nazwania mnie epigonem przeżywającego się gatunku, lecz chyba nie piktorialistą.
Jeżeli w moich fotografiach dominuje malarskość i zapamiętany klimat wspomnień, to oznacza, że moje obrazy są malowane fotografią.

Maj 2014 r.